Agnieszka Kozłowska-Rajewicz

O prawach kobiet w Dzień Kobiet

Jeśli PiS nie zmieni stosunku do spraw kobiet, to niestety mrzonki o likwidowaniu luki płacowej trzeba będzie odłożyć na półkę – mówiła Agnieszka Kozłowska-Rajewicz 8 marca w rozmowie na antenie TOK FM.

Maciej Zakrocki: Od lat w sprawach kobiet powtarzane są te same problemy: nierówność emerytur, nierówność płac. Luka emerytalna w państwach UE wynosi 40 procent, płacowa - 16 procent. Można odnieść wrażenie, że mówi się o tym od lat, ale nic się nie zmienia. Dlaczego tak jest?

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz: Jesteśmy na etapie deklaracji, nie ma rzeczywistej woli zmiany tej sytuacji. Deklaracje to jest początek zmiany, ale to jest tak jak z postanowieniem noworocznym: tylko niewiele osób jest w stanie wytrwać w tym postanowieniu i chodzić na siłownię, albo naprawdę czytać więcej książek. Kilka miesięcy temu jedna z posłanek dała upust swojej frustracji i mówiła, że pracuje w parlamencie już trzecią kadencję i przez trzecią kadencję te same problemy są wałkowane. Moim zdaniem jedną z przyczyn jest to, że te kwestie są omawiane przez kobiety w tym samym zamkniętym gronie, które tę problematykę znakomicie zna. A osób, które podejmują decyzje w tych kwestiach nie ma na sali. Dlatego postuluję od początku tej kadencji wprowadzenie tego zagadnienia do głównego nurtu polityki. Wiele kobiet nie chce używać argumentów ekonomicznych i merkantylnych w sprawie praw kobiet, bo uznają je za niedostatecznie wzniosłe. Istnieją wyliczenia, które mówią o ile mógłby być wyższy poziom PKB, gdyby więcej kobiet uczestniczyło w rynku pracy. Jeśli mamy je, to użyjmy ich.

W komisji FEMM są też osoby o innych poglądach, np. posłanka Jadwiga Wiśniewska. Ostatnio wydała oświadczenie o pracy w komisji praw kobiet: „choć zasiadające w niej feministki zajmują się sianiem ideologicznego zamętu, tym razem zrobiły coś pożytecznego, zwróciły uwagę na słabszą pozycję ekonomiczną kobiet. Co więcej na przykładzie Polski mogły się przekonać, że rozwiązaniem tych problemów nie jest ideologia gender”. Posłanka Wiśniewska wykazała, że według badań PWC luka płacowa w Polsce wynosi 6,5 proc., a w całej Europie 16 i że w Polsce ta luka prawdopodobnie zlikwidowana zostanie już wkrótce.

- Jeżeli chodzi o inne poglądy, to nie jest tak, że nie są one dyskutowane. Składane są poprawki do różnych raportów i ja bardzo często głosuję za tymi poprawkami, jeżeli są one korzystne dla spraw kobiet dotyczą żłobków przedszkoli, kwestii godzenia ról itd.
Jeśli chodzi o lukę płacową, to liczy się ją na podstawie stawki godzinowej pensji podstawowej, nie uwzględnia różnic wynikających ze stażu pracy, pozycji w grupie, nagród, pozapłacowych elementów wynagrodzenia: służbowych samochodów, laptopów, telefonów, dodatkowych zapłat za dodatkowe projekty. Poza tym Eurostat bierze pod uwagę tylko niektóre sektory. Warto więc jego wyliczenia zestawiać z krajowymi. Nasz GUS również oblicza lukę płacową i według naszej metodologii wynosi ona cały czas 17 proc. od kilku lat, podczas gdy wg Eurostatu skokowo zmniejszyła się do pięciu sześciu procent. Raport PWC mówi wyraźnie: zlikwidowanie luki płacowej przez Polskę będzie możliwe pod jednym warunkiem: jeżeli kierunek  zmian i ich tempo będą utrzymane. A są one wyliczane na podstawie lat 2001-15, jednak ostatni rok jest stracony jeśli chodzi o ich kierunek i tempo. Jeśli PiS nie zmieni stosunku do spraw kobiet, to niestety mrzonki o likwidowaniu luki płacowej trzeba będzie odłożyć na półkę.

Jest pani autorką  sprawozdania, które ocenia praktyczne funkcjonowanie równego traktowania kobiet i mężczyzn w dostępie do towarów i usług. Wymienia pani nierówne traktowanie przez sektor ubezpieczeniowy banki czy transport…

- Chodzi o stawki w ubezpieczeniach komunikacyjnych zdrowotnych. Ta dyrektywa w ciągu ostatnich kilku lat wymusiła we wszystkich krajach UE zmianę taką, żeby wysokość stawek ubezpieczeniowych nie była ustalana na podstawie kryterium płci. Teraz muszą być stosowane inne kryteria. Jeśli pan miał wypadki samochodowe, powinien pan mieć wyższą składkę ubezpieczeniową, ale nie dlatego, że jest pan mężczyzną, tylko dlatego, że pan ryzykownie jeździ.

Wydawało mi się że tak jest…

- No nie…  Ja przez wiele lat płaciłam wyższą o 30 proc. składkę  za siebie niż za syna i męża tylko dlatego że byłam innej płci, nie dlatego że miałam inny stan zdrowia. To samo dotyczyło ubezpieczeń komunikacyjnych, z tym że mężczyźni płacili więcej bo uznawano, że kobiety jeżdżą bezpieczniej. Ta dyrektywa dotyczy usług finansowych i całego obszaru usług – ochrona kobiet karmiących ochrona dostępu do różnych usług ojców i matek bez względu na płeć.

Kliknij i posłuchaj podcastu audycji TOK FM

 

09.03.2017

Komentarze

Komentarze